Nowe codzienne rytuały

blog

minimalizm i uważność / blog 47 Views

Odkąd zaczęłam pracę na etat mój rozkład dnia uległ całkowitej transformacji. Zmianie uległy nie tylko codzienne zadania, ale przede wszystkim moje codzienne rytuały. Po dwóch latach pracy z domu, elastycznych godzin zajęć i dowolności w planowaniu musiałam przestawić się na regularny tryb życia, do którego nigdy nie pałałam jakąś szczególną sympatią. Pomyślałam jednak, że nowa praca to jakby nowe życie, a wszystko co nowe jest przecież takie ekscytujące. Lubię więc te moje nowe codzienne rytuały, szczególnie, że wszystkie wpisują się w filozofię życia w stylu slow i uważności, których ciągle się uczę. Mój nowy rozkład dnia skupia się na byciu offline, wyciszaniu się po dość obciążającej umysł pracy i dbania o organizm obciążony ślęczeniem przy kompie i nad aktami. Jakie są moje nowe codzienne rytuały?

Od poniedziałku do piątku mój budzik dzwoni o 5.00, jednak ja od jakiegoś czasu budzę się piętnaście minut wcześniej. Dzień zaczynam od prysznica, bo krótkie włosy po nocy nie zawsze wyglądają wyjściowo. Po łazienkowych rytuałach w ogrzanym na kaloryferze szlafroku przechodzę do kuchni, gdzie od razu nastawiam kawę i szykuję śniadanie do pracy. Zazwyczaj jest to kanapka i sałatka w słoiku – w stylu greckim z fetą albo z burakami i kozim serem. Wszystko pakuję do mojej siatki z juty na prowiant, a potem rozkładam matę w salonie. Po piętnastu minutach jogi przygotowuję śniadanie – owsiankę, omlet albo szybką kanapkę z masłem orzechowym. Kiedy kończę dopijać kawę dołącza do mnie mąż, który zaczyna dzień od ćwiczeń. Chwilę rozmawiamy, ale o 5.45 muszę już porzucić ciepły szlafrok, przebrać się, pomalować i śmigać do pracy. Dwa razy w tygodniu jadę do Katowic sama, w pozostałe trzy dni tygodnia jeżdżę razem z mężem. To oznacza, że musimy wcześniej odstawić do przedszkola nasze dziecię, co sprawia, że wyjście z domu opóźnia się o jakieś pół godziny. W samochodzie słucham ulubionej muzyki. Kiedy jadę sama wybieram taką playlistę na Spotify, która pozwoli mi się wyśpiewać na miły początek dnia.

Mam elastyczny czas pracy, ale zawsze staram się odbijać kartę jak najwcześniej się da. Wiem, że jeśli pojawię się na stanowisku o 6.30, to wyjdę zaraz po 14.30 i ominę pierwsze korki w drodze do domu. Po powrocie jem obiad, a potem co najmniej godzinę czytam. (Zobacz, co aktualnie jest na mojej liście książek na Goodreads.) Cieszę się, że dzień robi się coraz dłuższy i mogę dłużej czytać przy naturalnym świetle. Kiedy kończy się moja zbawienna godzina wyciszenia spędzam czas z rodziną. Czasem idziemy w świat, a innym razem zostajemy w domu i układamy puzzle, odkrywamy pary albo robimy wycinanki, hit ostatnich tygodni. Co dwa dni poświęcam ok. 45 minut na jazdę na rowerku treningowym i ćwiczenia obwodowe. Potem z córką czytamy o Nowym Jorku, lesie albo kurce krasnopiórce i wspólnie szykujemy kolację.

Najczęściej przed 21 jestem w łóżku. Już dawno nauczyłam się, że mój organizm potrzebuje tych tradycyjnych ośmiu godzin snu, żeby w ogóle funkcjonować i jednocześnie nie uznaje czegoś takiego jak odsypianie. Mój wewnętrzny zegar jednak mi nie odpuszcza i nawet jeśli zasnę dopiero o 2 czy 3 nad ranem – miewam kłopoty ze snem – to obudzi mnie o tej 4.45. Nie ma zmiłuj. W weekendy czasem pozwala mi pospać do 7.00, szczególnie jeśli z mężem robimy maraton Mad Menów do jakichś szalonych godzin nocnych. Sobota i niedziela to tradycyjnie dni wycieczek, jedzenia poza domem i swobodnego leniuchowania.

W moim nowym rozkładzie dnia nie ma tyle czasu na internet, co kiedyś i bardzo mnie to cieszy. W pewnym momencie miałam wrażenie, że za bardzo podporządkowałam swoje życie jego wirtualnej części. Teraz, kiedy po dziewięciu godzinach pracy wraz z dojazdem zostaje mi niewiele czasu na przeżywanie codzienności chcę z niej wycisnąć jak najwięcej. Zupełnie inaczej rozumiem teraz koncepcję życia w stylu slow. Tak bardziej slow.

Post Nowe codzienne rytuały został opublikowany na blogu Droga do minimalizmu.

Comments